|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |  |  |  |
Szczególnie polecamy
|
|
www.kermesz.pl
|
|
|  |  |  |  |
|
|
| FORUM |
 |
 |
| Data |
Temat: Gr±ziowa |
 |  |  |  |
| 2004-10-28 |
Mieszkam na Pomorzu.Moi dziadkowie pochodzili ze wsi Graziowa.przesiedleni zostali w ramach akcji Wisła.Całe zycie w domu mowili po ,,swojemu,,.Kocham te mowe , bo sie przy ,,niej,, wychowałam.odkrylam Waszą strone,i żałuję że pisma nie mozna usłyszeć.Powinnam pojechać w tamte strony , by zobaczyc to piekno za ktorym tesknili dziadkowie.Może ktos cos wie, posiada zdiecia.Wiem że cerkiew ocalała i jest w Sanoku.Pozdrawiam .Mysza. Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2004-11-01 |
Dzięki p.MYTRO,za tyle wspaniałych wiadomości.Obiecalam sobie, ze jak tylko czas pozwoli,to sie tam wybiore,mysle że uda mi sie namowić syna.Ale co mam mu powiedzieć ,kim jest.Wie że sie z ,,Tamtąd,, wywodzimy,ale jesli nie mieszkali TAM Łemki,to kto? Ukraińcy?.Moi dziadkowie mowili tak jak Ty piszesz ,wszystko rozumię.Chodzili całe życie do cerkwi, czasami i mnie zabierali.Troche mi opowiadali,jak było po przesiedleniu itd.Często oglądam TELENOWYNY,bo Wasza mowa przypomina mi dzieciństwo.Warto zrobić program o Grąziowej,odszukać ludzi co sie tam urodzili, i nie wstydzą sie do tego przyznac.mytro kim ja jestem lemkinia czy ukrainiec, a może jeszcze ktoś inny. Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2004-11-01 |
Do osib z poza Lemkiwszczyny starajus` pysaty w literaturnij mowi(napewno z pomylkamy, bo ja ne maw mozlywosty wywczaty ukrajins`ku mowu). Na zal ne znaju rehionalnoho dialektu Twoich predkiw. Jak pamjatajesz nawit` pojedynczi rehionalni slowa to proponuju zapysaty szczob ne piszly w zabuttja. Kym Ty je musysz sobi sama widpowisty. Na trudni zapytannja nekoneczno zrazu sobi widpowidaty. Wse maje swij czas i samomu treba to spokijno wyriszaty. Napewno lehsze w Polszczi skazaty dityni, ze wona je lemkiws`koho pochodzenja, jak skazaty szczo wona je z ukrajins`koho rodu, bo nad slowom ukrajinec` szcze tjazije nehatywnyj stereotyp spryczynenyj komunistycznoju propahandoju czerez roky poperedn`oji systemy, a i nyni nekotri szcze cej stereotyp pidtrymujut`. Lemky to etnohraficzna hrupa ukrajins`koho narodu. Czastyna lemkiw wwazaje inaksze. Dumaju szczo ditynu najpersze treba zapiznawaty z mynulym swojeji simji, z kulturoju, relihijeju, istorijeju swojoho narodu i jak jej bilsze peredamo informacij to skorisze z czasom powerne do korinnja swoich predkiw. Na zal ne znaju nykoho z Waszoho sela, ale na Goziwszczyni meszkajut ludy z nedalekych sil np. z Ropenky, z Liszczowatoho. Autor: mytro
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2004-11-28 |
Mytro, bez wzgledu na narodowosc,kazdy ma prawo do wolnosci terytorialnej, ale rowniez do wolnosci mysli i uczuc.To co zrobiono Ukraincom przepelnilo juz brzegi puchara goryczy, jaka musieli ,,wypijac,, kazdego dnia.A przeciez byl czas kiedy Ukraina przez niwielka chwile byla wolna.Mysle , ze sie nie poddadza,bo ta chwila to byc moze najwieksza szansa na JEJ wolnosc.Nie moge wiele pomoc jednak pomaranczowa wstazkabedzie symbolem poparcia i szacunku dla TEGO NARODU.MYSZA Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2005-03-23 |
MYTRO,dzieki.Jestem zobowiazana za Twą pamiec o Graziowej.Nie wiem czym sie zajmujesz,jednak czytajac Twoje wypowiedzi, jestem przekonana o Twojej ogromnej wiedzy o << tych terenach>>.mysle , ze kochasz ten region.Wielka szkoda ze nie potrafie tak mowic, jak wiekszosc osob , ktore sie wypowiadaja na łamaxh forum.Ogromnie zaluje , ze dziadkowie , moja mama nie uczyli mnie mowic,nie rozumie dzisiaj do konca,dlaczegotak postepowali.Moj dziadek ,ktory mnie wychowywal w sposob prawie obsesyjny ,,pchał ,, mnie do nauki.Zawsze podkreslal waznosc nauki.ksiazka to byla ,,swietosc.Byc moze w taki podejsciu do zycia upatrywal szanse dla nowego pokolenia ,wychoiwanego na ziemiach,,wyzyskanych,,.A co z mowa ,z korzeniami,nie sadze aby chcial zapomniec.a moze to sprawialo wiekszy bol-nie wiem,i nie wszysko rozumie.Pozdrowienia MYSZA. Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2005-07-25 |
Eugeniusz Misiło - "Repatriacja czy deportacja" t. II Raport OUN z dnia 25 marca 1946 roku o przymusowym wysiedleniu Ukraińców: "(...) Do wsi Grąziowa WP przyjechało na akcję wysiedleńczą 27 lutego 1946 roku (w liczbie 100 żołnierzy). Część ludności uciekła przed wojskiem do lasu i sąsiednich miejscowości, zabierając ze sobą bydło. Po przybyciu do wsi WP przystąpiło do zbierania kontyngentu wyznaczonego za pośrednictwem sołtysa. Ludzi zachęcano do zdawania kontyngentu, obiecując im, że wysiedlenia nie będzie. Gospodzrze znosili więc zboże w nadziei, że się tym wykupią. Jednak żołnierze WP i tak chodzili po domach rabować chłopski dobytek. I tym razem nie obyło się bez buków. Tego dnia wójt gminy, Dach, przeprowadził we wsi zebranie (poświęcone zbiórce kontyngentu),, podczas którego powiedział ludziom, by szykowali się do wyjazdu., gdyż za 5 dni przyjedzie WP, które pomoże im w drodze do USRR. Bezpośrednio po zebraniu wybrano spośród miejscowych Polaków delegację, która zwróciła się do Dacha z prośbą o wstrzymanie wysiedlenia. Wójt oświadczył, że bez względu na narodowość, wszyscy muszą wyjechać. Przebywający we wsi oddział WP dołączył do zebranego kontyngentu jeszcze 13 krów i odjechał. 28 lutego 1946 roku o godzinie 8 do Grąziowej przyjechało 200 żołnierzy WP.We wsi podzielili się na dwie grupy: jedna poszła wypędzać ludzi z górnej części wsi, a druga z dolnej. Jednakże większość ludzi, dowiedziawszy się dzień wcześniej o mającej nastąpić akcji wysiedleńczej, mimo zamieci śnieżnej, uciekła w nocy wraz z bydłem do lasu i innych wsi. I tym razem WP wyganiało z domów Ukraińców oraz mieszańców. Rodzinom mieszanym polsko-ukraińskim zabierano dokumenty i chowano do kieszeni , a im samym kazano w ciągu 5 minut opuścić dom. Tego dnia wszyscy żołnierze chodzili po wsi z długimi pałkami i katowali ludzi gdzie popadło. 65-letnią Polkę, Katarzynę Kucharską, której również kazano wyjechać, żołnierze polscy zbili pałkami tak, że przez kilika dni leżała w łóżku (jej ciało było całkowicie czarne). Nie zdołali jej jednak wyrzucić z własnego domu. Tego dnia wysiedlono ze wsi ponad 20 rodzin. Jednak za granicę wyjechało zaledwie 7, gdyż wszystkie pozostałe rodziny mieszane, po okazaniu dokumentów, zostały zwolnione i wróciły do Grąziowej. Domy zastali zdemolowane i ograbione. 1 marca 1946 roku o godzinie 7 przybyło do Grąziowej około 200 żołnierzy WP, którzy wpadli do wsi ze wszystkich stron i znowu zaczęli wyrzucać ludzi z domów. Tego dnia zabrali 11 rodzin, spośród których tylko 3 wyjechały za granicę. Podczas wysiedlania WP zachowywało się tak samo, jak i w dniach poprzednich. 4 marca 1946 roku znowu przybyło do wsi 30 żołnierzy po resztę pozostawionego mienia. U jednego z gospodarzy natknęli się na dwóch partyzantów (jeden z nich był uzbrojony) i obu zastrzelili. Potem spalili dom, a gospodarza zabrali ze sobą i zabili we wsi Olszany. Podczas akcji wysiedleńczej, którą prowadzono w największe mrozy i zamiecie śnieżne, ludność zachowywała się bardzo dzielnie. Wyjechało zaledwie 8 rodzin, a cała reszta, nie zważając na chłód i śnieżyce, kryła się po lasach i innych wsiach."
Autor: darino
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2005-12-01 |
Nie chcę tam wracać Myszko, wychowałem sie w domu w którym ciągle opowiadało sie o Grąziowej, ,Wojtkowej,Kalwarii Pacławskiej,Grekokatolikach,Wiarze który stawał się raz w roku Jordanem choć zwykle zastępował pralkę, gdzie nawet błoto to bylo prawdziwe błoto, a zima to zima, gdzie żył Żyd Abramko, kłusownik Rostocki, we dworze Czaplińscy, a w dolnym czy gornym końcu (juz nie pamiętam) Markowicze, Maczyszyny, Sokalscy... moje dzieci mają teraz Harry Pottera...ale kalinę przed domem posadziłem. Autor: jurro- gość |
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-02-21 |
Mytro- wesolek z Ciebie jak mniemam.Wiele bym dala bym mogla chcby raz zobaczyc ten ,, dziki zachod,, hahahaha.U mnie slonca malo, choc wydaje sie , ze zima jakby na ,, ostatnich nogach ,,.Zas wiosna otwiera oczeta, i zapewne usmiechnie sie do nas za jakis czas.Z pozdrowieniami wiosennymi Mysza. Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-03-08 |
Eugeniusz , bardzo mi milo, ze zagladasz na te stone.Jakze mi milo , ze chcecie pojechac TAM, gdzie jest blizej do slonca i Pana Boga. Jestem przekonana , ze Ci sie tam spodoba, wiem to , chociaz nigdy TAM nie bylam.Sadze , ze tae milosc do wlasnego lasu, wlasnych korzeni, to jest cos takiego , co moge nazwac sekretem tajemniczego ogrodu.Musimy to czuc, bo jaze zyc dalej , bez przeszlosci, mniemam , ze sie nie da.Pieknie pozdrawiam i sadze ze jeszcze sobie porozmawiamy.MYSZA. Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-03-08 |
Zadowolony- nie pisz mi tu o sprawach o ktorych , nie masz bladego pojecia.Mimo , ze z tym pgr to w zupelnosci prawda , jednak , nie zabieraj ludziom sensu zycia , tej odrobiny radosci , pamieci o domu rodzinnych, pomimo tego ze to tylko ( jak piszesz ) zgliszcza.Mniemam , jestem przekonana , ze nigdy nie bedziesz w stanie zrozumiec tego uczucia , ktore ludzie pielegnowali przez lata upodlenia na ziemiach ,, wyzyskanych,,do tamtych stron, do ulotnych niespelnionych marzen o powrotach.To wlasnie ta milosc , to umilowanie wlasnego jezyka i korzeni pochodzenia pozwolila nam zachowac i cerkwie, i religie i tradycje, .Pamietaj nie zabieraj nigdy nikomu ani tez sobie przeszlosci , bowiem , bez przeszlosci nie zbudujesz przyszlosci, bedziesz zawieszony tylko przez mala chwile pod niebosklonem tej ziemi.Z szcunkiem MYSZA. Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-03-09 |
Dou Plerro-ogromnie mi milo, ze sie panu spodobala moja wypowiedz.Niczego nadzwyczajnego nie napisalam.Obrazil mnie i jak sadze nie tylko mnie sposob i ton ,, nedznej wypowiedzi,, Zadowolonego(powinnam chyba napisac ten nick z malej literki, ale niech tam......).Jesli pan czytal nawet tylko wybrane moje wczesniejsze wypowiedzi, to z pewnoscia juz pan wie, ze Kocham jezyk moich dziadkow, bowiem wzrastalam i wychowalam sie w duchu ogromnej (niczym nieskrywanej ) tesknoty do ziem bezpowrotnie utraconych dla pokolenia moich dziadkow.Przykro mi jedynie , ze nie potrafie ani mowic , ani pisac w tym jezyku.Rozumiem mowe, potrafie zrozumiec tekst- jednak to nie jest to samo.Pozdrawiam Mysza.Prosze cos napisac o sobie. Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-03-09 |
Zadowolony-Odpowiadam panu tylko dlatego,ze jest mi pana ogromnie i szczerze zal.Wyczuwam w panskim tonie wypowiedzi (nie tylko na tej stronie), gorycz, rozpacz, zazdrosc, niewytlumaczalna zlosliwosc.Dlaczego?.Czyzby nalezlo pana porownac do pozostawionego na pustym stole biesiadnym pucharu przepelnionego gorzkim , mlodym winem, ktorego biesiadnicy nigdy tknac nie zechca ? Zycze wiec panu by jaknajszybciej wylalo sie to wino , a puchar napelniono wiekowym markowym trunkiem , by sie pan mogl szybko zmienic, przemyslec wlasne zycie , zobaczyc milosc dokola siebie , i zwyczajnie sie usmiechac.Mysza. Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-03-10 |
Kochana „myszko”, ( inni także ) o tych sprawach o których piszesz, a dotyczących Grąziowej szczególnie my Polacy mamy dokładne pojęcie. Za wschodnią granicą Polska jako całość , a każda polska rodzina z osobna zostawiła coś , co nie pozwala na (jak to określiłaś) „blade pojęcie” o tym co najogólniej tęsknotą można nazwać. To zostawiony na Wołyniu, Podolu, Polesiu a nawet w Karpatach ,wielowiekowy dorobek kulturowy Polaków, widoczny prawie na każdym kroku : pałace ,zamki warowne, potężne miasta-twierdze, a nade wszystko kościoły, klasztory, cerkwie (tak ! Polacy budowali cerkwie.) i cmentarze. Ocalały mimo iż niszczono je systematycznie przez dziesiątki lat. Jak to się ma do drewnianych, kamiennych, nie użytkowanych, ale pieczołowicie odnawianych i remontowanych za pieniądze z budżetu III-ciej RP cerkiewek, krzyży prawosławnych i cmentarzy? Cierpienia ludzkie można porównywać , ale czy to jest porównywalne ?Autor: jarema
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-04-13 |
Dla wszystkich odwiedzajacych te stronke .Jestem przekonana , ze wielu z Was obchodzi swieta Wielkiej Nocy dwa razy(tzw. polskie i nasze swieta), bowiem wiele jest rodzin tzw. ,, mieszanych,, . dlatego pozwalam sobie Wam wszystkim zlozyc piekne wiosenne zyczenia : zdrowych, rodzinnych, radosnych Swiat Wielkanocnych.Prosze uwazac na jajka, a i pamietac , ze Smigus- Dyngus zazwyczaj przychodzi wczesnie rano ahahahhhhhahahahah.A za tydzien bedziemy sie cieszyc najpiekniejszymi swietami, bez zazdrosci , bez zlosci , bez nienawisci, tylko radosc , spiew, ogromne kosze smakolykow, a zajac- to chyba nie nasz zwyczaj- mniemam ze o NAS nie zapomni.Z usmiechem i szacunkiem dla wszystkich Mysza.AAAAAAAAAA Mytro uwolnil juz wiosne- to radosna wiesc.Bywajcie zdrowi. Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-04-19 |
Darino- piekne dzieki za Twoje poswiecenie.Mam nadzieje , ze mysl przewodnia jaka Toba kierowala w tej wyprawie po ojczystym skrawku mojej rodzinnej przeszlosci, nie pozwolila Ci byc obojetnym na piekno tej okolicy.Pominawszy nieprzyjazny wiatr, wymowna cisze miedzy podmuchami, duza wode, i bunt coroczny rzeki Wiar- mniemam zes znalazl droge powrotna do domu.Sadze , ze kierowany sympatia dla mnie pamietales o mojej Graziowej.Bede pamietac , ze chciales mi zrobic piekna niespodzianke.OOOOOOOOOOOOOOO zdiecia bylby mile widziane, jakze mile , i mniemam ze wiele osob odwiedzajacych te stronke pewnie Ci pieknie podziekuje , jesli je jednak zrobisz ( zdiecia).Bedzie jeszcze piekna pogoda.Wiem , wiem jestem przekonana , wiem z cala pewnoscia , ze to miala byc swiateczna niespodzianaka.Boze , kedy ja przywioze ten woreczek ziemi na groby moich przodkow.....kiedy?.Kiedy naciesze oczy widokiem tych uroczych dolin, zaczarowanych pagorkow, caly ten sekretny ,wysniony ,magiczny ogrod przeszlosci ?.Boze , tam do Ciebie jakby blizej, i glos Twoj bardziej wyrazisty, i dusza pewnie spokojniejsza sie wydac moze.Darino bardzo Ci jeszcze raz dziekuje, za dobre slowo i ze tam wogole sie wybrales.Z szacunkiem Mysza.Pamietajcie o Graziowej. Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-04-21 |
dla MYTRA, DARINA i wsystkich zagladajacych na te stronke- pragne zlozyc piekne , wiosenne zyczenia , z okazji Swiat Wielkanocnych.Oby byly dla WAS sama tylko slodycza, sama radoscia ze spotkan rodzinnych, nadzieja ze moze byc lepiej, wiara ze zycie trwa i sie odradza.Spedzajcie je( Swieta) w gronie ukochanych osob, w cerkwi, przy stole, na spacerze, a czasami przenoszc swe mysli do miejsc dawno nie widzianych , do miejsc upragnionych.Swietujcie , bawcie sie , smiejcie i spiewajcie .Chrystus wszak ZYC bedzie . Jak zawsze pieknie klania sie WAM Mysza.OOOOOOOOOOOO zdazylam z zyczeniami....... Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-06-06 |
Wg "Słownika geograficznego ziem polskich..." z 1879 r. Grąziowa to "wieś w powiecie dobromilskim, 18 km na zachód od Dobromila, 11 km na południowy wschódnod stacji pocztowej w Birczy, w dolinie Wiaru, objętej od wschodu lesistym pasmem górskim, którego szczyt najwyższy wznosi się do 571 m, od zachodu zaś Wielkim Lasem, ze szczytem 488 m. wysokim. Domów 128, mieszkańców 775. Własność większa obejmuje roli ornej 771 mórg, łąk i ogrodów 75, pastwisk 97, lasu 641; własności mniejszej roli ornej 948, łąk i ogrodów 75, pastwisk 127, lasu 200 mórg. Parafia rzymskokatolicka w Nowosielcach Kozickich, greckokatolicka w miejscu. We wsi tartak wodny." Autor: skotnik
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-10-23 |
ciekawie jest czytac kazda z tych wypowiedzi na tym forum , jednka kazda wydaje sie byc inna. Jak mysle i widze ze nieliczni tylko w tym wsztkim daja wraz zrozumienia dla sprawy wydarzen minionej epoki, a przedewszytkim szacunku i respektu dla obecnie zyjacych, potomkow owych wydarzen. Czy to rzeczywiscie jest takie trudne? Kazdy z nas jest w jakis sposob zoobligowany do stworzenia zdrowego nurtu i sensu zycia. Ktos jest ojcem, ktos jest matka, ktos jest starszy od innych. Znasz wszakze wartosc zycia, wiec doloz swoja cegeielke, i rowniez propaguj dobre imie , dobre slowo, i rowniez daz do pokoju, daz do poszanowania tego co nasze "wspolne". (nic co ludzke nie jest nam obce). Nie zyjemy wiecznie i szczesliwie. Chcialbym i ja podgladac was tu wszystkich , byscie mogli wskazywac wzorce zycia i jego sluszne prawidla, pragne sie tego uczyc i brac jako dobry przyklad, jako dobry wzor. Graziowa to jest tylko jakze maly fragment owych wydarzen, lecz jakze znamienny. Jest jednak milo ze wlasnie ktos sie znalazl i pragnie stworzyc mala kronike naszych przodkow. Przyczynmy sie i popierajmy te dobre inicjatywy. Widze ze duzo czytelnikow ma sluszne i bardzo madre spostzrezenia, ba i jakze zna duzo z tej histori. Wiec i ja swoja droge dziekuje wam tu wstepujacym za swoje uwagi , opinie i duzy wklad jaki robicie uby wszytko zostalo zachowane.Autor: cg2056
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-10-25 |
Harnas-tak, masz niewątpliwie racje.Jestem stara , mam dredy oraz zeza na ktoreś oko- nie jestem w stanie powiedziec Ci na ktore- bowiem nie moge popatrzec sobie prosto w oczy .Mysle ze Cie zadowoliłam .A powracajac do Twego wpisu - to uprzejmnie przypominam ze piszac do kogos nalezy zaznaczac to wielka litera.Ty zas najzwyczajniej nie wiedzac do kogo kierujesz wlasne uwagi zapominasz o dobrych manierach- mniemam ze ,, kiep ,, z Ciebie - jednak nie martw sie to da sie czasami leczyc- jednak nie jestem przekonana , ze Ty znajdziesz dla siebie lekarstwo - bowiem z tzw. ,, klasa,, sie człowiek rodzi- czasami jedynie mozna to wycwiczyc podczas zycia .U Ciebie to jak mniemam sie nie sprawdza.Jednak konczac optymistycznie pozdrawiam pana MYSZA. Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-10-25 |
Harnas-tak, masz niewątpliwie racje.Jestem stara , mam dredy oraz zeza na ktoreś oko- nie jestem w stanie powiedziec Ci na ktore- bowiem nie moge popatrzec sobie prosto w oczy .Mysle ze Cie zadowoliłam .A powracajac do Twego wpisu - to uprzejmnie przypominam ze piszac do kogos nalezy zaznaczac to wielka litera.Ty zas najzwyczajniej nie wiedzac do kogo kierujesz wlasne uwagi zapominasz o dobrych manierach- mniemam ze ,, kiep ,, z Ciebie - jednak nie martw sie to da sie czasami leczyc- jednak nie jestem przekonana , ze Ty znajdziesz dla siebie lekarstwo - bowiem z tzw. ,, klasa,, sie człowiek rodzi- czasami jedynie mozna to wycwiczyc podczas zycia .U Ciebie to jak mniemam sie nie sprawdza.Jednak konczac optymistycznie pozdrawiam pana MYSZA. Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-11-20 |
http://www.panoramapolska.ca/index.cfm?NoTot=127&Article=Do%20gniazda_5.htm Vol. 12, No. 5 (127) Maj 2004 historia pewnej rodziny: "Jak ptak do gniazda
Koła samochodu buksują w gęstej glinie, leje deszcz. Kilometr, dwa, a może pięć? Nie wiem, ile dzieli mnie jeszcze od maleńkiej osady leśnej Grąziowa? Przecież nie poddam się. Tak długo szukałam tego miejsca, prawie nie wierząc, że je odnajdę. Teraz, kiedy już jestem niemal u celu podróży, jakaś siła chce mnie zatrzymać. A może to sprawka wiejskiej wiedźmy, o której babka Anna opowiadała, że bydło na jej widok ze strachu wchodziło na pionową ścianę, kalecząc kopyta, a syna wyszkoliła na złodzieja tak dobrze, że podczas rozprawy sędziemu ukradł zegarek, z więzienia kominem uciekł, a potem ze złości domy podpalał. Na grząskiej drodze nie widać nikogo, tylko strugi deszczu wypełniają kałuże.
Spoglądam na starą fotografię prababki Tekli, którą wzięłam ze sobą. Musiała iść tędy wiele razy - na odpust do Kalwarii Pacławskiej, po zioła, którymi leczyła, a nawet do dalekiego Przemyśla, właśnie tym leśnym skrótem. Skoro udało się prababce trafić, gdzie należało i zawsze zdążyć na czas do rodzącej położnicy, to i mnie się uda.
- Pomożesz mi? - pytam, patrząc na pożółkłe zdjęcie.
Nagle deszcz przestaje padać, nad lasem unoszą się obłoki mgły, ponawiam próbę i samochód wytacza się z błotnej pułapki. Prababka Tekla, zielarka i wiejska akuszerka spogląda na mnie ze starej fotografii.
Jest poważna. Czarne, długie warkocze schowała pod chustką, której jak mówiła, nigdy nie zamieni na kapelusz. Obok niej stoi mała dziewczynka, najmłodsza córka Anielka. Tak samo jak matka skupiona, poważna, wpatrzona w obiektyw.
Nie wiadomo czy do prababki Tekli trafił kiedyś podobny list, jak ten, który z sobą wiozę, z dalekiej Argentyny - od jej syna Mikołaja, wujka mojej matki.
Dojeżdżam do tablicy z napisem Grąziowa. Z dawnej, wielkiej osady i kilkuset gospodarstw, zostały zaledwie cztery. Tylko stare, opuszczone sady, pełne karłowatych drzew są śladem dawnych domostw. W którą stronę się skierować? Najlepiej na początek wsi? Tylko gdzie ten początek?
Wypatruję studni, do której z żalu wskoczyć chciała piękna ukraińska żona wuja, Justyna. - Nie maju z kim żyty, ide utopiś, śpiewała, wypłakując swój żal. Czy to z jej powodu wybrał Mikołaj podróż do dalekiej Argentyny?
I dlaczego nie kochał tej pięknej kobiety?
Nikt już nie pomoże mi niestety w rozwikłaniu rodzinnej zagadki. A jeśli powodem nie była miłość do innej, tylko jego ojczym, bo miał twardą rękę dla przysposobionego chłopca. A może zwykła podkarpacka bieda, która wygnała stąd za chlebem wielu ludzi?
Pierwsza wyjechała na pewno w 1920 roku moja babka Anna Kowal, z mężem Szymonem i rocznym synkiem Włodzimierzem, do Francji. Po kilku latach zdecydował się opuścić Grąziową jej brat, Mikołaj Lachowicz, syn Marcina i Tekli, z domu Kwolik.
Dlaczego wybrał kraj tak daleki, jak wyglądała długa podróż przez morze? - nie ma na ten temat żadnych wiadomości. List, jedyny dowód, że Mikołaj dotarł do swojej ziemi obiecanej, przyszedł do Francji w 1932 roku. Napisany został 12 października, na maszynie do pisania, fioletowym tuszem. I tylko dlatego dziś jeszcze bez trudu, po tylu latach można odczytać jego treść.
Droga Siostro
List od ciebie otrzymałem za który serdecznie ci dziękuję i równocześnie witam cię tymi samymi słowami, co ty mnie, a to jest na wieki i wieków. Cieszę się bardzo, że o mnie nie zapominasz, jak też i twoje dzieci, które miałbym życzenie kiedyś zobaczyć. Również cieszę się z tego, że Pan Bóg najwyższy darzy was zdrowiem.
Ja Bogu dzięki też zdrów jestem a powodzenie moje to już było rozmaite. Miałem już wprawdzie zarobionych 1800 pesos ale chciałem się czegoś dorobić i wziąłem ziemię w dzierżawę, nawet kupiłem traktor, t. j. pług motorowy i zacząłem gospodarzyć. Jednak inaczej się stało, po zasianiu przyszła szarańcza i zżarła wszystko. Posiałem kukurydzy 60 hektary i lnu 65 hektary lecz plagi zniszczyły.
Pracowałem dzień i noc, jak sama mnie znasz z domu, miałem kilkanaście koni i te wyzdychały prawie z głodu. Przykro mi było bardzo, bo miałem u siebie najętych 2 robotników i nie miałem czym zapłacić. Teraz znajduję się w krytycznym położeniu i co dalej będzie, to Pan Bóg wie.
U was w tej Francyji to o wiele lepiej, bo każdy młody to może choć na piechotę zajść do swojego kraju, a my musimy czekać aż chyba morze wyschnie.
Co do stosunków w Argentynie, to są opłakane. Ludzie tysiącami pod gołym niebem leżą jak na wojnie, tylko na wojnie to chociaż jeść dawali. To są młodzi ludzie i zdrowi, same ręce do pracy, ale jej tu nie ma.
Teraz bym chciał wiedzieć Władziu czy ty chodzisz do szkoły i w której jesteś klasie? Radzę ci, żebyś nie tracił czasu i uczył się bo to na starość jest potrzebne, bo inaczej wygląda człowiek na świecie gdy coś umie.
Na razie więcej nie mam co do pisania tylko was pozdrawiam do miłego zobaczenia się z wami. Przesyłam wam swoją fotografię, abyście nie zapomnieli o mnie i widzieli jak wyglądam teraz.
Wasz brat i wujek Lachowicz Mikołaj
Był to jedyny list od brata, który dotarł do mojej babki Anny i jedyna fotografia, wykonana w zakładzie fotograficznym w Santa Fe. Przystojny mężczyzna w czarnym garniturze siedzi na krześle, skupiony i poważny jak jego matka, a moja prababka Tekla. Jak ona, patrzy prosto w obiektyw, brodę podpiera dłonią. Widocznie w takiej dostojnej pozie usadził go miejscowy fotograf.
Nie jedną godzinę spędziła moja babka, wpatrując się w zdjęcie brata. Wiele razy czytała list i płakała nad losem wygnańca, który zamiast do wymarzonego raju, trafił do piekła. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że i jej życie będzie pełne trudu i nieszczęść, a los nie oszczędzi najgorszych doświadczeń.
List do 1940 roku leżał w torbie z dokumentami, świadectwami szkolnymi dzieci, metrykami i zdjęciami najbliższych. Po zajęciu Francji przez pierwsze oddziały niemieckie babka Anna, dziadek Szymon z moją matką Heleną i najmłodszym synem Jankiem, wsiedli do bydlęcego wagonu.
W ciągu godziny musieli spakować swój dobytek. Moja babka zamiast ciepłej pierzyny czy palta, wzięła torbę z dokumentami.
Poganiani kolbami niemieckich żołnierzy, zaczęli wchodzić do wagonu i nagle cenna torba upadła. Rodzinne zdjęcia rozsypały się na peronie, deptane przez innych wsiadających. Nie było czasu ich zbierać. Gonione wiatrem spadły na tory. Zostały tylko te dwa, prababki Tekli z małą Anielką i list z fotografią - brata Mikołaja. Teraz z Argentyny trafił razem z adresatką do baraku w niemieckim majątku Schwarzow, na długich pięć lat.
Torba leżała pod siennikiem. Tylko czasami w niedzielę, zaglądała do niej babka Anna, szukając książeczki do nabożeństwa. Przy okazji sprawdzała czy list i fotografie są na swoim miejscu.
Podobnie jak brat w dalekiej Argentynie i ona poznała smak niewolniczej pracy. Młóciła zboże w 30 stopniowym mrozie, dźwigała ciężkie kosze z ziemniakami, obrabiała buraczane pola. Dziadek pracował przy koniach, jej córka, a moja matka, razem ze swoją matką Anną w polu.
Kiedy zbliżał się front, musieli uciekać. Babka do torby z listem włożyła arbeitzkarty, na dowód że wracają z niewoli. Z niemieckiego majątku pod Szczecinem, trafili do Bydgoszczy, potem do Józefowa, wreszcie do Stargardu Szczecińskiego.
I tutaj mogłaby się zakończyć historia listu, ale inna pisana mu była droga, inne miejsce i adres wyznaczył los. Widać miał kiedyś powrócić jak ptak do swojego gniazda, do dalekiej Grąziowej, na Bukowinie, tuż przy granicy z Ukrainą.
Babka poszła na targ z torbą, z którą nigdy się nie rozstawała. Postawiła ją na chwilę przy straganie z warzywami i... zapomniała. Kiedy wróciła szukać zguby, już jej nie było.
Płakała całą noc, odmawiając sto koronek do Świętego Antoniego. Rano ktoś przyniósł torbę z listem i innymi dokumentami. Leżała w ruinach. Widocznie złodziej nie znalazł w niej nic cennego, skoro porzucił łup.
Po śmierci babki Anny strażniczką listu została moja matka Helena. Do listu wuja dołączyła następny - jedyny list, od brata Janka, który przeżył wojnę, walcząc w bitwie o Anglię. Dlaczego tylko raz napisał do siostry i matki? Jak potoczyły się jego losy, na zawsze już chyba pozostanie zagadką.
Wuj Mikołaj Lachowicz nigdy więcej nie napisał żadnego listu. Nie wiadomo czy dorobił się majątku, czy żył w nędzy? Najstarszy syn mojej babki Anny zginął, walcząc o Polskę w Hiszpanii. Prababkę Teklę i małą Anielkę wywieziono na Syberię. Zamarzły w Tajdze. Nigdy nie powróciły do Grąziowej.
Trafiłam do niej tylko ja, prawnuczka Tekli, wnuczka Anny, z listem, wysłanym w 1932 i zdjęciami z rodzinnego albumu. Tylko gdzie szukać śladów przeszłości?
Prababka Tekla patrzy na mnie z fotografii, a ja znowu wypatruję pomocy u tej twardej chłopki, która wzgardziła łatwym miejskim życiem kobiet w kapeluszach. Za to pomagała rodzącym. Umiała ulżyć w największych porodowych bólach i przekręcić źle ułożone w brzuchu dziecko lepiej niż niejeden lekarz. I jak mówili we wsi, miała boży dar, bo każde rodziło się zdrowe.
- Idź, zapytaj, dowiedz się, zdaje mi się, że słyszę jej słowa, które brzmią jak rozkaz. Pukam do drzwi.
W nowych domach mieszkają już nowi ludzie, ale nagle przypominają sobie, że ostatnią z rodzin z dawnej Grąziowej przesiedlono do pobliskiej Wojtkowej.
Jadę tam, by pokazać list, zdjęcia prababki Tekli z domu Kwolik i wujka Mikołaja. Opowiadam historię ich życia. Słuchają uważnie. I nagle starsza pani mówi - ja też jestem Kwolik. Tylko z których Kwolików byli Tekla i Mikołaj? Czy tych spod młyna, czy tych obok kościoła? A może chodzi o mojego wuja Kwolika, który był wiejskim pisarzem i wójtem. Im więcej pytań, tym trudniej.
I wtedy przypominam sobie słowa mojej babki Anny - powinowatym naszym był wójt i pisarz. A więc jednak! Starsza pani i ja jesteśmy rodziną, daleką co prawda, ale rodziną!
Wracam raz jeszcze do Grąziowej, by spojrzeć na wiejską drogę, stary cmentarz zarośnięty wysoką trawą, opuszczone sady. Historia bohaterów listu i zdjęć, które przewędrowały pół świata, tu się zaczyna i kończy.
Nad lasem gęstnieje zmrok, trzeba wracać. Nie przeszkodził mi zły duch czarownicy, przed którą zamykano drzwi domów i chowano inwentarz. Spełniłam obietnicę daną kiedyś babce Annie, że odnajdę to miejsce niezwykłe, gdzie rydze można było kosą kosić, maliny garściami rwać i smarować czarny chleb wrzosowym miodem.
Oryginał listu ciągle leży w jej książeczce do nabożeństwa. Kopię zostawiam w kościele w Wojtkowej. Wkładam ją za święty obraz. Ten tajemny schowek wymyśliłam sama. Chciałam, żeby tu pozostał. Taka też była kiedyś wola mojej babki Anny. Wierzę, że i Mikołaj jest zadowolony, bo chociaż morze nie wyschło, to jednak wrócił! Ewa Grętkiewicz".
Autor: cg2056
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-11-20 |
Pieknie dziekuje za wpis- jestem ogromnie wzroszona.Ilez bylabym dała bym mogla postawic ,, noge,, na tej wiecznie zywej ziemi , niezapomnianej , czarujacej , tajemniczej , a jednak przyciagajacej jak: jak zapach wrzosowego miodu.Ile lat jeszcze musi uplynac, by ludzie z Grąziowej , lub potomkowie tych wygnancow mimo woli , mogli zapalic swiatelko nadzieji, by mogli zasiasc wokoł jednego stolu ( niekoniecznie okraglego ) , by mogli rozmawiac , smiac sie , cieszyc oko, tymi widokami , jakie byly tylko uroczym wspomnieniem dzieciecych zabaw, dla innych zapachem wiejskiego chleba, szumem rzeki , Wiar w wiosenny deszczowy poranek?Czasami mysle, ze jest to juz nieosiagalne, a jednak dla wielu z nas samo slowo Grąziowa- jest balsamem , powoduje ze oczy nabieraja wymownego blasku, podobnego do promykow slonca - a serce? Coz serca nasze zawsze jednako , radosnie ,, bija ,, dla Grąziowej.Mysza.Nie zapominajcie o Grąziowej!!!! Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-11-21 |
cg2056, mysza, graziowa to cos niesamowitego, czuje ten powiew wiatru i ten zapach wrzosowego miodu na ogromnej pajdzie chleba ze skwarkami jak orzechy kokosowe, piszcie, piszcie, nie zapominajcie. to jest takie podniecajace, takie wielkie, prosze piszcie. bede zagladal tutaj po wiecej i wiecej, piszcie prosze piszcie. niech wasze glosy zbuza ta cisze, niech wasze wspomnienia rozpala ogniska na wzgorzach, niech sie ptaki zerwa z loskotem trzepajacych skrzydel, niech sie baranki i owieczki zjednocza w tym duchu wzajemnego uwielbienia, niech sie wrzosy pootwieraja nablask slonca i pszczoly niech zbieraja ten nektar ktory bedziemy pozniej jesc, ollleee. nie zle prawda? piszcie do myszy, prosze was piszcie ;-))
mysza: pisz po swojemu, please(!!!)Autor: harnas
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-11-23 |
Harnas, czy twoja misja potihat za sobą szlachetny celi, czy zwykłe chuligaństwo? Ne możesz zmuszaty dakoho do bytia Lemkom na syłu, chocby po "mieczu, czy kądzieli". Sam pyszesz, ze "harnas musyt byty w zhodi sam zo sobom". Podibni mysza, kotra hladajuczy śłidił swoich didił, wykazała welyku wrażlywist i lubow do rodynnych koreni. Uważaj, sztoby ne zawesty jej zaufania, bo jak sama pysze:"harnas maje duszu romantyka i poety". Harnas, be carefull ! Pozdrawiam p. Mysze !:)))))))) Autor: wenus
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-11-23 |
Witam WAS- jednak dzisiaj nie mam uśmiechu na twarzy!!!!!! Na miły BÓg - co tu sie dzieje? WASZE polemiki wielce mnie zirytowały.Mam wrazenie , ze lubicie jedynie wlasne towarzystwo, a ja naiwnie sadzilam , ze to forum moze i mnie przyniesc wiele radosci .Okazuje sie jednak , ze jesli ktos nie nalezy do Łemków- to zwyczajnie nie moze byc i pisac na tym forum.hm , hm , hm .Dziwnie mi sie to kojarzy z rasizmem, zdumiewajace jest to , ze uwielbiacie sie szamotac jedynie we własnym ,, sosie ,, . z napietymi zylami , z ogniem nienawisci w oczach , z bladym licem , bez ksztyny usmiechu, bez odrobiny zrozumienia dla innych.Skoro WASZ puchar goryczy, jeszcze sie nie wylał- nie mam co tu robic.Doszło do mnie , ze w dalszym ciagu pałacie jakas dziwna i dla mnie nie pojeta nienawiscia - ale do kogo , do kogo?Skoro WAM , przeszkadzam , skoro nie jestescie w stanie zrozumiec prostego uczucia tesknoty za czyms , co kojarzy sie z ludzmi , ktorzy dawno juz odeszli z tego swiata- a zyja jedynie tak dlugo jak dlugo zyja wspomnienia- coz , jestem zmartwiona.Wszak nie musze tu pisac, nie musze byc przyczynkiem WASZYch, infantylnych polemik.Zawiodlam sie wielce.Prosze nigdy nie dzielic ludzi , li tylko na tych , ktorzy umieja pisac po Łemkowsku i tych ktorzy tej umiejetnosci nie maja.Ci pozostali , rowniez maja serca, marzenia i swiadomosc skad sie wywodza.!!!!!!Prosze wybaczyc bledy - jestem zsdenerwowana , a staram sie zachowac odrobine kultury - choc juz nie jestem taka pewna czy to zrozumiecie .MYSZA. Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-11-23 |
Pani MYSZO! Jest mi ogromnie przykro i wstyd za te bezduszne przepychanki na forum, które doprowadziły Panią do takiego stanu! Od jakiegoś czasu zabieram głos na Werchowynie, aby wchodzący na stronę, mogli się przekonać, że nie wszyscy zieją tu szowinizmem i ksenofobią. Mnie kilkakrotnie spotkały tu zniewagi, jakich miałam szczęście uniknąć w realu. Wierzę jednak, że w końcu dotrze do poniektórych "autorów", że świat nie jest taki zły. Obdarzona kilkoma epitetami, zszokowana poziomem ich kultury, nie podejmuję polemiki z niektórymi forumowiczami. Proszę się nie zrażać. Temat przez Panią podjęty jest bardzo bliski wielu ludziom. Wielu podziela Pani miłość do Grąziowej, dlatego proszę, choć czasami tu zaglądać. Przepraszam, jeśli swoimi wpisami Panią uraziłam - serdecznie pozdrawiam :)Autor: wenus
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-11-24 |
niewatpliwie, sadze ze wszyscy tu wstepujacy przejawiaja dobra wole, ze rowniez sa zainterosowanii miniona epoka a takze przejawiaja sentyment do wstepujacych tu ludzi. Jednak zdarza sie nie jednej tu osobie napisac epilog prosto od serca i co za tym idzie, niejednokrotnie kazy czytajacy to, odbiera to inaczej , wydawaloby sie jakby wbrew co autor napisasl. Mysza jest bardzo tym poruszona. oczywiscie , zrozumiale i jest to i przezemnie. kazdy przeeciez jest inny, i kazdy tu z nas inaczej rozpatruje sprawe, tzn widzi ten obraz inaczej (chodzi mi o przeszlosc, i kazdy rowniez lubi wlasna mala polityke). NIe mniej jednk Graziowa jest czescia przeszlosci naszych przodkow. To oni rzeczywiscie spedzili ich wiekszosc zycia a pzrede wszystkim ich lata mloldosci wlasnie na tej ziemi. "Graziowa jednak pamietamy o tobie" My wszyscy pochodzimy z jakiegos miejsca, lecz mysle, wazne jest, ze pamietamy, i rowniez kochamy to co bliskie naszemu sercu. Ponaddto pamietajmy, ze jestemy ludzmi, i posiadamy piekny dar milosci do blizniego. NIe zmienimy histori, lecz jedynie mozemy ja stworzyc jako nasza nowa- dbajmy o dobre imie tego. Take care of your self.
Autor: cg2056
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-11-24 |
MYSZA proszu pysaty dalsze, znaj że ne wsi tu je łemkamy, np, Darino nym ne jest, a czy nadsjanka(dołynjanka), bojkynja czy insza ukrajinka, abo polka to nema znaczenja, ważlywe tilki czy dobra ludyna czy pohana. a Ty tu zdajetsja Najlipsza. Na żal kilkoch worohiw chocze znyszczyty naszu Werchowynu nawit w interneti i zachodjat ony i na Twoju Graziowu, o innych temach na forum to aż szkoda howoryty, jak zneważujut nas, nasz narid, derżawu i czasto tilki prowokujut. Autor: mytro
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-11-29 |
HM, hm, hm, -A jednak coś mnie tu do WAS ,, ciągnie ,,.Pieknie dziekuje za pocieszajace wpisy .Czyzby były oznaka sympati i przyjacielskiego nastawienia do stronki o Graziowej ? .Bardzo dziekuje .Obiecuje , ze przemysle sprawe i jak mi sie zdaje pewnie pojawie sie znowu .Prosze jedynie zagladac , pamietac o Graziowej, oraz zachowac mnie w swej pamieci.Pozdrawiam ciepło i serdecznie ufajac , ze stronka nie zginie.MYSZA. Autor: mysza
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-11-30 |
o mysza, myszka, myszenka, myszunia, myszuniuchna (!!!)
tak nam tebe hew brakowalo, zahladaj mysiaczku i pysz do nas wszytkych o graziowej (!!!)
Hrej slunecko, hrej, hrej slunecko, hrej, hrej slunecko, hrej, kolo udelej!
Vyjdi,vyjdi slunko, za makove zrnko, když nevyjdeš ja vyjdu, dojdu na te k zavyjdu,
Hrej slunecko, hrej, hrej slunecko, hrej, hrej slunecko, hrej, hory, doly krej!
Autor: harnas
|
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-12-22 |
Wenus- Pieknie dziekuje za zyczenia świąteczne.W moim domu lat dzieciecych obchodzono i tzw.polskie świeta i te ,, NASZE.Jednak jak pamiętam atmosfera ,, nszych ,, świat wydawała mi sie zawsze taka wyjatkowa , owiana dziwna tajemnica- jakby miało sie wydarzyc cos niezwykłego , cos czego nigdy zobaczyc nie mozna było - a jednak to cos tkwi we mnie przez całe lata - i choc dziadkow juz dawno nie ma , na tym ziemskim( acz pieknym ) padole- to czuje ich obecnosc .Moze to zwykła miłosc ludzka , moze to jedynie wspomnienia , moze to najogolniej ujmujac tesknota wieczna , coz moze i jedno i drugie.Ciezko mi napisac cos o Grąziowej - bo znam ja jedynie z opowiesci i wspomnien moich dziadkow- jednak zdaje sobie sprawe , ze zapach lasow pielegnowanych rekami tych wszystkich ludzi , ktorzy wyjezdzajac płakali patrzac na umilowane pagorki porosniete lasem , ze mniemam , jestem przekonana , ze zpach to jedyny , ze szum drzew silny , ze nurt rzeki Wiar opowiada nam wszystkim całe zycie z tamtych lat- dziwnie poplątanych lat.oooooooooooooooooo.Zaczynam miec chandre- bo sie rozklejam ha.Pieknych świat , rodzinnych świat , radosnych i zdrowych świat- poczekajmy , poczekajmy jednak na te własciwe, te uroczyste, te ktore pachna , ktore sie pamieta całe zycie , na te , na ktore czekaja najstarsi z nas.To wlasnie tym ludziom zawdzieczamy( my młodsi) , ze tak jak ja czekamy , czekamy , az wszyscy podniosa z duma głowy - kultywujac własne obyczaje , własna mowe, własna cerkiew- jednoczmy sie - oto przesłanie świateczne i noworoczne .Badzmy RAZEM - bo tylko tak mozna ocalic od zapomnienia , ocalic przeszłosc- zbudowac mocny fundament .Jak zawsze pieknie sie kłaniam Mysza.Prosze wybaczyc błędy. Autor: mysza
godz.21:14:03 |
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-12-22 |
Tak pięknie napisane, że nie mogę nie odpisać!:) Czasami zastanawiam się, czy tajemnica tej tęsknoty nie tkwi w naszych genach? Wsie moich dziadków ze strony obydwojga rodziców nie zostały zniszczone, a dom w którym urodziła się moja mama, stoi w dobrym stanie. Dziadkom zawdzięczam przekazanie miłości do tych pięknych miejsc. W zderzeniu z rzeczywistością, przerosły moje wyobrażenie. Może to genius loci? Chwilami wydawało mi się, że wcześniej tam byłam, ale ogólnie - zapierało dech w piersiach! Z kolei Wigilie mojego dzieciństwa w domu dziadków miały posmak wielkiej tajemnicy tego Świętego Wieczoru, bo tak dziadkowie nazywali ten szczególny Wieczór w roku. Przy suto usłanym sianem stole, zasiadało i siedemnaście osób. Pamiętam kolędę Boh Predwicznyj pięknym, mocnym tenorem śpiewaną przez mojego ukochanego dziadka. Rodzinne muzykowanie ze skrzypcami i wiolonczelą w tle. I byli też kolędnicy. Tak, tak - prawdziwi Cyganie, kiedyś mieszkający na Łemkowszczyźnie. Żal, że to se ne wrati! Pozdrawiam serdecznieAutor: wenus
godz.22:13:08 |
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2006-12-24 |
„Dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel...”
Owocnych refleksji nad faktem, Że Bóg stał się człowiekiem, Odtąd zawsze jest z nami. Jest z nami, gdy się cieszymy i płaczemy, Gdy pracujemy i odpoczywamy Ii nawet wtedy, gdy grzeszymy... ! Jak obyczaj stary głosi Według ojców naszych wiary, Pragnę złożyć Wam życzenia W dniu Bożego Narodzenia. Niech ta gwiazdka betlejemska, Która świeci dziś o zmroku, Doprowadzi Was szczęśliwie Do spotkania w Nowym Roku. Piękna jest radość w Święta, Ciepłe są myśli o bliskich, Niech pokój, miłość i szczęście Otoczy dzisiaj nas wszystkich.
Białych myśli, lekkich jak puch, niech Anioł przywieje z nieba, otworzy skrzydłem nadziei, i niech kolędę zaśpiewa, bo dzisiaj jest piękny dzień, wszystko się rodzi na nowo, więc w blasku tajemnych świąt, zyjmy zdrowo i kolorowo.
Samych dobrych myśli, jakie ja mam o Was - na Święta i Nowy Rok. Wiary w dobro i przekonania, że jeśli tego zechcemy, Święta zmienią nas na lepsze. Dbajmy o dobre imie nasze, pielegnujmy prawdziwa historie. Kompromis jest podpora naszej egzystencji. Ile kamyczkow na brzegu wody tyle characterow ludzkich , i kazdy z nas jest inny. Wiemy ze historii nie zmienimy lecz mozemy uniknac to co mialo juz miejsce. Glob ziemski jest wystarczajacy dla nas kazdego - naprawde wystarczy nam tego miejsca i dla kazdego z nas z osobna, to zostalo juz wczesniej dla nas stworzone. NIkt z nas nie zyje wiecznie. Ni e zapominajmy ze wszyscy jestesmy tacy sami - jestesmy ludzmi. A tearz usmiechnij sie i doloz wlasna czastke to prawidlowego rozwoju sutuacji. WESOLYCH RADOSNYCH SWIAT BOZEGO NARODZENIA.
Autor: cg2056
godz.08:00:43 |
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2007-01-06 |
Najwyzszy czas na życzenia świateczne.Wszak nie moze mnie zabraknac w taki dzien na wlasnej stronce.Dla WAS wszystkich , ktorzy tu zagladacie i dla wielu innych , ktorzy nie odnalezli jeszcze naszego forum , pieknych , uroczych , zdrowych Świat.Obysmy zawsz4e mogli sie tu odnalesc, dzielic sie opiniami nawet tymi zgryzliwymi czasami - ale jednak.Bysmy zapomnieli urazy z dawnych lat , a pamietali jedynie gdzie jest nasza ziemia , gdzie rosna lasy sadzone i pielegnowane rekami ojcow naszych .gdzie jest najblizej do Boga.Pamietajcie o Graziowej - wszak wszystko jest mozliwe, i mozliwym bowiem jest , ze ktos tam powroci .Z szacunkiem Mysza.Świętujmy. Autor: mysza
godz.15:11:09 |
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2007-01-09 |
Fragmenty ksiazki Filipa Adwenta
http://translate.google.com/translate?hl=en&sl=de&u=http://hometown.aol.de/w290650/adwent202a.html&sa=X&oi=translate&resnum=7&ct=result&prev=/search%3Fq%3DGraziowa%2Bludnosc%26hl%3Den%26lr%3D
Adwentahttp://hometown.aol.de/w290650/adwent205.html
Ksiazka Filipa Adwenta zdazyla ukazac sie w sama pore, jeszcze przed referendum. Jej autor spedzil swa mlodosc w Strasburgu i bedac swietnym znawca warunków polskich i zachodnioeuropejskich, strona po stronie przedstawia, jak Polska na przedpolu przystapienia do Unii rzucona zostala na kolana i jak za sprawa planowanej integracji ma odebrac cios ostateczny. Czytelnikowi zapiera dech w piersiach ilosc detali, które autor zebral w tym kompendium ponizenia i wyzyskiwania Polski. Jest to ksiazka, która powinna znalezc sie w reku kazdego, kto szuka informacji; sa w niej opisane rzeczy wrecz nieprawdopodobne, ale niestety prawdziwe, które dzieja sie w Polsce w zwiazku z planowanym przystapieniem do Unii Europejskiej.
Zabronmy wyprzedazy ziemi cudzoziemcom! "Cudzoziemcy kupuja ziemie w calej Polsce, nie tylko na Ziemiach Odzyskanych. Gdyby mial kto tego watpliwosci, rozwiazac powinny dwa przyklady, przedstawione juz w mojej ksiazce “Wyprzedaz polskiej ziemi”. Pochodza z regionalnej prasy rzeszowskiej z lat 1994 i 1995".(...)
"Artykul mówi dalej, CPU pan Kieldanowicz - kierowca i stróz mercedesa - chce zalozyc wzorcowe gospodarstwa rolne well poziomie gospodarczym EEC i CPU never interesuje go zadna forma dzierzawy ziemi, jedynie kupno. Wszystkie tereny, które zamierza nabyc nalezaly DO Panstwowych Gospodarstw Rolnych i znajduja it w miejscowosciach: Leszczawa Dolna i Górna, Leszczawka, Kuzmina, Roztoka, Lodzinka Dolna i Górna, Wola Korzeniecka, Malawa, Dobrzanka, Brzezawa, Lipa, Jawornik Ruski, Borowica, Zohatyn, Leszczawy, Sopotnik, GRAZIOWA, Kwaszenina, Nowosielce Kozickie, Krajna, Kalwaria Paclawska i Paportno (dalej chyba never mogliby it posunac; polowa wsi Paportno lezy po drugiej stronie ukrainskiej granicy)"
Podejrzewam ze wiekszosc czytelnikow jest oswojona z tematem lecz mozliwe ze zapoznajac sie z opinia innych mozna dostrzec inne kulisy rzeczywistosci.
Autor: cg2056
godz.02:53:18 |
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2007-01-13 |
Rzeczywiscie ziemia kiedys nalezaca do naszych przodkow jest do nabycia. Prosze to samemmu sprawdzic. http://ustrzyki-dolne.pl/oferta_inw/inf/kierunki.htm
Gmina Ustrzyki Dokne: ....istnieje możliwość indywidualnego negocjowania ulg lub umorzenia podatków lokalnych.
Inwestorzy uzyskają pomoc w Urzędzie Gminy i Miasta Ustrzyki Dolne oraz w Starostwie Powiatu Ustrzyki Dolne, Inwestorzy mogą skorzystać z pomocy firm doradczych i innych instytucji, jak np: Rzeszowska Agencja Rozwoju Regionalnego S.A. 39-959 RZESZÓW ul. Szopena 51 (48-17) 852-06-00 Agencja Rozwoju Regionalnego "KARPATY" S.A. 38-400 KROSNO ul. Kazimierza Pużaka 49 (48-13) 436-86-42
oto kilka ofert: http://ustrzyki-dolne.pl/oferta_inw/inf/oferty.htm
JAMNA GÓRNA Oferta - działka niezabudowana - Jamna Górna, działka położona przy drodze biegnącej w kierunku miejscowości Trójca, w dolinie Łomniki, w odległości około 1800 mb od Ośodka Wypoczynkowego "Arłamów" -zobacz więcej +zdjecia
Krościenko Oferta 4 - działka niezabudowana, używana w chwili obecnej rolniczo - Krościenko, działka położona w dolinie Stebnika, przylega bezpośrednio do drogi krościenko - Bandrów
ŁODYNA Oferta 11 - działka zabudowana, po byłym Przedsiębiorstwie "Las" - Łodyna, na początku wsi od strony Brzegów Dolnych, przy drodze głównej Brzegi Dolne - Wańkowa Cena Około 75 tys. zł -zobacz więcej +zdjecia itd, itp
Autor: cg2056
godz.22:08:33 |
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2007-01-23 |
NIe zapomnielismy o Graziowej!!! Jak to mile znow powrocic w czas przeszly, w czas naszych przodkow. Cos w tym jest, ze sie moze wlasnie przez nich moglismy tu wlasnie spotkac. Witaj Eugeniusz! czekam na e-mail. Mysza, nie zapmialem rowniez o Tobie i dzieki ci za postawe oraz pieknosc i walory tego co piszesz. Mozliwe ze czas i inne okolicznosci pozwola i mi pojechac w strony naszych przodkow ktorzy zyli na swojej rodzinnej ziemi pieknym codzinnym dniem, nie przewidujac co ich czeka z nastaniem "Akcji Wisla". Graziowa to nie tylko jedna miejscowosc lecz cala piekna kraina pieknych miejsc, okolic to sa wspomnienia (choc obecnie tylko w myslach) zyjacej histori, ktorej nikt nie zmieni i niestety nie przywroci - to my. Ludzie poszukuja sie wciaz nawzajem (jest to radosne), np wyjatek :
15.11.2006, 02:59 http://rzecz-pospolita.com/ks/w2006-2.php
" Witam! Poszukuję wszelkich informacji na temat rodziny Garbowskich i Lechów pochodzących z Ukrainy z Budek Borowskich i Rudni Lwa oraz okolic. Ineresują mnie nazwiska: GARBOWSKI, LECH, FABOR, SKOBELSKI, GALICKI. Szczególnie zależy mi na potomkach Filomeny, Teofili i Antoniny z domu Lech, córki Frnciszka i Augusty oraz na lini Feliksa i Wincentego Garbowskich synów Tomasza i Michaliny. Poszukuję również wszelkich informacji na temat wiosek BUDKI BOROWSKIE I RUDNIA LWA. Proszę o kontakt osoby, które wiedzą coś na temat rodziny OSZURKÓW pochodzących z LIDY ( Białoruś). draco_81@poczt.onet.pl gg 5136257 te.508577799 Aleksadra Garbowska ".
Zajrzyj na te strone i Ty, a moze kogos tu spotkasz, a moze ktos cie poszukuje? Pozdrawiam.
http://rzecz-pospolita.com/ks/w2006-2.php
Autor: cg2056
godz.03:54:45 |
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2007-05-07 |
Państwo Teresa i Józef Maczyszynowie witają mnie serdecznymi uśmiechami. Rozbrzmiewają pospiesznie wypowiadane słowa, z charakterystycznym wschodnim akcentem. Są pogodni, życzliwi, nie wyglądają na osoby, których udziałem było wiele trudnych doświadczeń.
W wieku piętnastu lat przyjechałem do Bruku ze wsi Grąziowa, powiat Ustrzyki Dolne - tak pan Józef rozpoczyna opowieść o swoich losach. Staje się ona uniwersalną, podobną do losów wielu ukraińskich rodzin, które w wyniku akcji "Wisła" przesiedlono z południowo-wschodniej części Polski na Powiśle.
- Do naszej wsi przyszli rano - kontynuuje. - Zrobili zebranie i powiedzieli, że mamy dwie godziny na opuszczenie domów. Ludzie zabierali ze sobą garnki, jedzenie, pierzyny. Te rzeczy, które wydawały się najpotrzebniejsze. Następnie trafiliśmy do Olszanicy, gdzie był punkt zbiorczy.
- Tydzień spaliśmy pod gołym niebem - wtrąca pani Teresa.
Następnie rozpoczęła się trudna podróż w nieznane. Oboje dokładnie pamiętają datę 27 maja 1947 r., która stała się datą inicjującą nowe rozdziały ich życia. Wtedy to pociąg towarowy, którym jechali, zatrzymał się na sztumskiej stacji kolejowej. Ponad pięćdziesiąt rodzin trafiło do gminy Dzierzgoń. Przybyłą wówczas ludność osiedlono m.in. w Bruku, Budziszu, Nowcu, Poliksach, Dzierzgoniu, Bągarcie.
Na pytanie dotyczące poczucia bezpieczeństwa i relacji z miejscową ludnością bezpośrednio po przesiedleniu odpowiadają jednogłośnie: strach. Był to strach obustronny. Bali się Ukraińcy, bali się i Polacy. Jeden sąsiad z Jasnej spał z siekierą przy łóżku. A z Dzierzgonia co jakiś czas przyjeżdżała milicja. Sprawdzali, czy Ukraińcy nie próbują zrzeszać się w organizacje mogące zagrażać istniejącemu porządkowi. - Ludzie mówili, że "banderowcy przyjechali", że jesteśmy niebezpieczni.
Negatywne relacje stopniowo ustępowały, powoli budowano wspólne więzi. W miarę jak ludzie poznawali się, mijał strach, rosło zaufanie. Ukraińcy i Polacy oswajali się z nową sytuacją i zaczynali razem egzystować.
Do 1956 roku ludność obrządku greckokatolickiego nie mogła oficjalnie praktykować tradycyjnej liturgii. - Ludzie tęsknili za kościołem - mówią Maczyszynowie. - Chodziliśmy na nabożeństwa razem z rzymokatolikami.
Po październikowej odwilży ludność ukraińska zamieszkująca tereny Dzierzgonia i okolic żywo zareagowała na możliwość kultywowania tradycji wyznaniowych. Wówczas do domu Michała i Anny Markowiczów przybył o. B. Hrynyk, ówczesny proboszcz pierwszej greckokatolickiej parafii na Żuławach - we wsi Cyganek. Od tego momentu rozpoczęto starania o utworzenie parafii w Dzierzgoniu.
- Pierwszą mszę mieliśmy na Boże Narodzenie 1957 roku - pan Józef zamyśla się na chwilę. - Przyszło na nią wielu ludzi, obok Ukraińców także z ciekawości Polacy. Było wiele obiekcji, ludzie byli nieufni, zaczęli protestować… Dopiero, kiedy do Dzierzgonia przybył ksiądz Charchalis, Polacy się przekonali. To był dobry ksiądz, wspaniały spowiednik.
Od tamtych wydarzeń dzieli nas pięćdziesiąt lat. Cerkiew pw. Zesłania Ducha Świętego w Dzierzgoniu na stałe wrosła w krajobraz i świadomość mieszkańców miasta. Przybywają do niej nie tylko grekokatolicy, ale i mieszane polsko-ukraińskie małżeństwa, pielęgnujące tradycję obu obrządków.
- Zdarza się, że na mszach jest wielu Polaków - mówi pani Teresa. - Wtedy ksiądz część kazania wygłasza po polsku.
MARTA CZAPLIŃSKA - Dziennik Bałtycki http://hel.naszemiasto.wp.pl/wydarzenia/724723.htmlAutor: mytro
godz.22:11:43 |
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2008-11-03 |
Pawło Artym, syn Ilka i Anastasiji, nar. 10.03.1903 w Hroz"owij, zahynuw w JAwożni 22.11.1947 (Є.Місило, Жертви Явожна//Наше Слово но 12 з 25.03.1990 р. С. 3).
Mykoła Kotlarczyk, psewd. "CHmil", syn Pawła i Sofiji, nar. 6.05.1924 w Hroz"owij, zasudżenyj na smertnu karu 23.06.1947 w Krakowi, straczenyj 6.08.1947 (JE.Misyło, Slidamy pam`jati (16) -Ukrajinci, zasudżeni na smertnu karu, straczeni i pomerli u w`jaznycjach Polszczi w 1944-1956 rokach//Nasze Słowo no 3 z 20.01.1991. S. 3).
W Hroz"owij buw pochoronenyj hreko-katolyc"kyj swjaszczenyk o. Wołodymyr Lewyc"kyj (1857 - 1919), dekan żukotyns"kyj (na pidstawi Schematysmu).Autor: mytro
godz.13:07:18 |
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2009-02-17 |
Na prochannja awtora zamiszczuju cej tekst:
Organizujemy internetowa strone poswięconej Grązowej. Poszukujemy relacji mieszkańców zawireających opis lokalizacje cerkwii, koscioła, domow, dworów itp. ( nazwiaska ksiedzy, nauczycieli, opisy budynkow, wyposazenia oraz ich losow po 1947 r. ) Opisow przebiegu i trasy wysiedleń podczas akcji "Wisla", miejsca przesiedlonych. Poszukujemy zdjeć, fotografii z wojska, wraz z opisami, dokumentów, kart pocztowych, kopert, listów związanych z Grąziiowa i ich mieszkańcami. Szukamy osób mających dostep do porządnej biblioteki uniwersyteckiej oraz osób mieszkających w Przemyslu, Sanoku, Grąziowie bądz okolicy zainteresowanych bezinteresową wspólpracą. Materiały mozna przesyłac pod adres graziowawiar@wp.pl
Pozdrawiam Jan KowalskiAutor: mytro
godz.22:41:06 |
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2009-07-12 |
Może takoż w Hroz"owoji 18.07.2009 bude panachyda, czytajte nyższe i telefonujte na podany nomery:
Зустріч у Войтковій! 26.06.2009
Сердечно запрошуємо колишніх мешканців Войткової, Войтківки та інших довколишніх сіл відвідати рідні села і разом помолитися на гробах своїх предків. 18 ЛИПНЯ 2009 р. (СУБОТА) Цього дня об 11.00 год. візьмемо участь у Службі Божій в церкві у Войтковій, а також панахидах у Войтковій, Юречковій і, можливо, у Гронзьовій. Потім відбудеться зустріч біля вогнища. Зацікавлених просимо звертатися до: • Марії Чорної, тел. 016 675 11 81 (Перемишль) • Мирона Керкоша, тел. 094 316 88 37 (Жидово б. Кошаліна) http://nslowo.pl/component/option,com_classifieds/Itemid,148/Autor: mytro
godz.21:30:10 |
|  |  |  |  |
 |  |  |  |
| 2010-09-01 |
zobczylem to na stronie Graziowa i jest to bardzo wzruszjace widzac moje oraz inne rodzinne nazwiska. W sposobnosci przeprowadze wiecej wywiadu z nimi i wierze ze w przyszlosci bede mogl podzielic sie tymi informacjami:
"Materiały źródłowe. niedziela, 10 stycznia 2010 16:58
Przedwojenni mieszkańcy Grąziowej. Artym, Bachurski, Borsuk, Buć, Car, Dmytryk, Ducyszyn, Dydyński, Focak, Fold, Garbowski, Hołuszczak, Jarmark, Kania, Kielar, Kijanka, Kotlarczyk, Kucharski, Kulik, Kwolik, Lachowicz, Löwenhäck, Lustig, Łukasiowicz, Maczyszyn, Markowicz, Mychnicz, Mychnier, Nosal, Nowosielski, Rostocki, Rubinfeld, Smereczański, Sokalski, Sokołowska, Stec, Stelmach, Szczepański, Wasurczak, Wojtowicz." pozdrawiam serdecznie ludzi dobrej woli.Autor: cg2056
godz.05:27:29 |
|  |  |  |  |
|
|
|